Severus Snape patrzył na dziewczynę, której miał pomagać przez cały jej pobyt w Hogwarcie. W zasadzie, miał pomagać jej i Draco Malfoyowi w wypełnieniu zadań od Lorda Voldemorta. Czy to jest sprawiedliwe? Nie, oczywiście, że nie. Irytowało go to bardziej niż wszystko co do tej pory zlecił mu Czarny Pan. Miał jednak przeczucie, że szanowny pan Potter, doprowadzi go do ostateczności na jego lekcjach.
-Najpierw przemówi dyrektor. Potem otworzą się te drzwi i wejdziesz do Wielkiej Sali na Ceremonię Przydziału. Zrozumiałaś? -spytał chcąc jak najszybciej usiąść przy stole nauczycielskim.
-Tak. -odpowiedziała. Patrzyła mu w oczy,co było dla niego dużym zdziwieniem po wydarzeniach na zebraniu Śmierciożerców. Nie zareagowawszy na jej odpowiedź, odwrócił się i wyszedł z korytarza.
Ana zacisnęła dłonie w pięści i poczuła jak paznokcie wbijają się jej w skórę. Chciała mieć to już za sobą. Zaczęła chodzić w tą i z powrotem żeby trochę uspokoić umysł. Nie chciała aby znów emocje przejęły nad nią kontrolę. Brała głębokie wdechy i powoli wypuszczała powietrze. Poczuła, że Casper przydałby się jej w tym momencie. Potrzebowała kogoś, kogo słowa mogły ją otrzeźwić, dlatego wyobraziła sobie, co powiedziałby teraz jej brat.
W głowie jej się rozjaśniło akurat gdy otworzyły się ogromne drzwi. I jak się okazało, nie była gotowa.
Stawiała sztywne kroki,jakby nie sprawowała nad nimi kontroli. Zatrzymała się na progu. Przed nią ciągnął się długi pas podłogi,który kończył się schodami. Na trzecim stopniu stał mały, drewniany stołek, na którym leżała stara tiara. Po obu stronach wyznaczonej dla niej drogi ustawione były po dwa stoły. Ludzie siedzący przy nich byli w różnym wieku,ale wszyscy rozglądali się szaleńczo po Sali. Domyśliła się, że dyrektor szkoły uprzedził ich o jej przybyciu. Przeszła przez próg i wtedy ją zobaczyli.
Wszystkie domy były w szoku, gdyż dyrektor jak co roku zapowiedział Ceremonię Przydziału pierwszoklasistów, ale gdy po tymże uroczystym przyjęciu nowych uczniów oznajmił, że jeszcze ktoś czeka na przydział,spodziewali się dziecka jakiegoś arystokraty czy sławnej osobistości, które miało być zauważone i tym samym przydzielone do któregoś z domów oddzielnie. Ale dziewczyna, która weszła do Wielkiej Sali na pewno nie miała jedenastu lat.
Draco Malfoy gdy tylko ją zobaczył, szturchnął łokciami Diabła i Notta siedzących po jego obu stronach. Ślizgoni natychmiast nachylili się w jego stronę.
-To ta dziewczyna, która była na zebraniu. -oznajmił im cicho.
-Żartujesz! -odpowiedział Zabini trochę zbyt głośno. Nott zgromił go spojrzeniem. Blaise obejrzał się za dziewczyną i znów nachylił się do kolegów. -Niezła jest. -mruknął uśmiechając się szeroko. Teodor przewrócił oczami i usiadł prosto. Malfoy zrobił to samo z poważnym wyrazem twarzy. Nie pomyślał o tym, że mogą umieścić ją w Hogwarcie. Bo właściwie po co?
Ana szła z dumnie uniesioną głową. Czuła na sobie ciężar spojrzeń większości zebranych i słyszała szepty. Skupiła się jednak na tym aby dotrzeć do stołka i tiary. Zatrzymała się u podnóża schodów i uniosła głowę. Spotkała spojrzenie dyrektora szkoły, który uśmiechał się ciepło.
-Witamy w szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! -zawołał radośnie tym samym uciszając szepty. -Nazywam się Albus Dumbledore i sprawuję tu funkcję dyrektora.-przedstawił się. Dziewczyna skinęła mu głową. -Drodzy uczniowie. Myślę, że Tiara Przydziału ma nam coś jeszcze do powiedzenie. -puścił oczko w stronę stołów. Rozległo się kilka śmiechów ale za chwilę umilkły. Ana spojrzała na starą tiarę i zobaczyła jak jej szew się rozpruwa tworząc usta, a wgniecenia formują się w oczy. Nie była to przyjazna twarz, ale dziewczyna poczuła do niej szacunek. Tiara zaczęła swoją pieśń.
W całej Wielkiej Sali rozległy się brawa, a Tiara znieruchomiała. Albus Dumbledore także klaskał, ale po chwili uniósł ręce aby uspokoić uczniów. Gdy zapanowała cisza, dyrektor odszedł od mównicy a do stołka podeszła profesor McGonagall.
-Ana Selwyn. -powiedziała nie ukazując przy tym żadnych emocji. Wskazała dziewczynie stołek a sama podniosła Tiarę obiema dłońmi. Ana przełknęła ślinę ale nie zmieniła wyrazu twarzy. Była ciekawa co się stanie kiedy Tiara znajdzie się na jej głowie.
Usiadła a profesor transmutacji powoli nałożyła jej Tiarę Przydziału. Dziewczyna od razu usłyszałą głos.
-Hmm... -uśmiechnęła się lekko. To niesamowite, pomyślała. -Tyle mocy, tyle mocy. -mówiła dalej Tiara. -Inteligencja i spryt, o tak dużo sprytu. -Ana wciąż się uśmiechała słysząc słowa magicznej czapki. -Łatwość przyswajania wiedzy, odwaga, duma i honorowość. A co to? -głos Tiary stał się cichszy. -W sercu, głęboko głęboko, ciemność i pragnienie udowodnienia? Zemsty..hmm..-Tiara na chwilę zamilkła. Ana zastanawiała się skąd to wszystko wie, jak udało jej się wedrzeć do najdalszych zakamarków jej duszy? -Wszystko jasne. -mruknęła czapka jakby do siebie. -Powiedz mi gdzie chciałabyś się znaleźć? -zadała jej pytanie? Nie mam pojęcia, nie ma żadnej różnicy, pomyślała. -Nie obojętność, ale chęć..Taak.. Slytherin! -ryknęła.
-Dzięki. -mruknęła Selwyn i spokojnie zdjęła Tiarę z głowy. Położyła ją na stołku, a profesor McGonagall ze smutnym uśmiechem wskazała jej stół Slytherinu. Dziewczyna spojrzała w tamtą stronę i dopiero wtedy Ślizgoni zaczęli klaskać.
Zabini wstał z miejsca razem z paroma innymi ślizgonami i zaczęli wydawać z siebie okrzyki radości. Dziewczyna nawet się nie uśmiechnęła tylko podeszła i usiadła przy skraju stołu.
Draco ją obserwował. Jej twarz zdobił wyraz chłodnej obojętności. Ślizgoni , którzy siedzieli obok niej nawiązywali z nią rozmowę. Odpowiadała im uprzejmie i od czasu do czasu uśmiechała się chłodno. Może i pasowała do Slytherinu, ale co do cholery robiła w Hogwarcie?
-Chodź z nami, zaprowadzimy cię do pokoju wspólnego Ślizgonów. -zaproponował Marcus Flint. On i Adrian Pucey prowadzili z Aną rozmowę przez cały czas trwania kolacji. Dziewczyna z nieokazaną wdzięcznością przyjęła ich propozycję. Wstała od stołu i wraz z dwoma przedstawicielami Domu Węża ruszyła w stronę lochów.
-Czemu właściwie przeniosłaś się do Hogwaru dopiero teraz?-spytał Flint kiedy byli już prawie na miejscu. Ana chciała odpowiedzieć, że pewna zaistniała sytuacja ją do tego zmusiła, ale uznała, że dla tego ślizgona to będzie za dużo.
-Tak wyszło. -odrzekła.
-Chciałaś trafić do Slytherinu? -spytał jej drugi przewodnik. Spojrzała na niego przelotnie.
-Było mi obojętne do którego trafię domu. -powiedziała. Pucey spojrzał na nią i ściągnął brwi. -Myślę jednak, że lepiej nie mogłam trafić. -dodała nawiązując w myślach do swoich rodziców.
-No raczej! -zawołał Flint i zarechotał. Ana skrzywiła się. Od mniej więcej momentu kiedy odezwał się do niej przy kolacji wiedziała, że nie jest zbyt mądry.
-W Domu Węża mamy taką zasadę, żeby witać nowych jeszcze raz w pokoju wspólnym. Wpadniesz? -czy jej się zdawało, czy ten chłopak zaprosił ją na imprezę? I przy okazji nazwał ją nową.
-Dziękuję ale nie skorzystam. Zważywszy, że jestem z nich najstarsza, wolę odgrywać rolę nowej w samotności. -odpowiedziała chłodno. Stanęli przed obrazem.
-Salazar. -powiedział Pucey i obraz się otworzył. -Wybacz. -mruknął do Any czerwony na twarzy i przepuścił ją w przejściu.
Rudowłosa znalazła się w pomieszczeniu bez okien, oświetlonym zielonym światłem. Westchnęła. Zaczynamy, pomyślała.
-Najpierw przemówi dyrektor. Potem otworzą się te drzwi i wejdziesz do Wielkiej Sali na Ceremonię Przydziału. Zrozumiałaś? -spytał chcąc jak najszybciej usiąść przy stole nauczycielskim.
-Tak. -odpowiedziała. Patrzyła mu w oczy,co było dla niego dużym zdziwieniem po wydarzeniach na zebraniu Śmierciożerców. Nie zareagowawszy na jej odpowiedź, odwrócił się i wyszedł z korytarza.
Ana zacisnęła dłonie w pięści i poczuła jak paznokcie wbijają się jej w skórę. Chciała mieć to już za sobą. Zaczęła chodzić w tą i z powrotem żeby trochę uspokoić umysł. Nie chciała aby znów emocje przejęły nad nią kontrolę. Brała głębokie wdechy i powoli wypuszczała powietrze. Poczuła, że Casper przydałby się jej w tym momencie. Potrzebowała kogoś, kogo słowa mogły ją otrzeźwić, dlatego wyobraziła sobie, co powiedziałby teraz jej brat.
W głowie jej się rozjaśniło akurat gdy otworzyły się ogromne drzwi. I jak się okazało, nie była gotowa.
Stawiała sztywne kroki,jakby nie sprawowała nad nimi kontroli. Zatrzymała się na progu. Przed nią ciągnął się długi pas podłogi,który kończył się schodami. Na trzecim stopniu stał mały, drewniany stołek, na którym leżała stara tiara. Po obu stronach wyznaczonej dla niej drogi ustawione były po dwa stoły. Ludzie siedzący przy nich byli w różnym wieku,ale wszyscy rozglądali się szaleńczo po Sali. Domyśliła się, że dyrektor szkoły uprzedził ich o jej przybyciu. Przeszła przez próg i wtedy ją zobaczyli.
Wszystkie domy były w szoku, gdyż dyrektor jak co roku zapowiedział Ceremonię Przydziału pierwszoklasistów, ale gdy po tymże uroczystym przyjęciu nowych uczniów oznajmił, że jeszcze ktoś czeka na przydział,spodziewali się dziecka jakiegoś arystokraty czy sławnej osobistości, które miało być zauważone i tym samym przydzielone do któregoś z domów oddzielnie. Ale dziewczyna, która weszła do Wielkiej Sali na pewno nie miała jedenastu lat.
Draco Malfoy gdy tylko ją zobaczył, szturchnął łokciami Diabła i Notta siedzących po jego obu stronach. Ślizgoni natychmiast nachylili się w jego stronę.
-To ta dziewczyna, która była na zebraniu. -oznajmił im cicho.
-Żartujesz! -odpowiedział Zabini trochę zbyt głośno. Nott zgromił go spojrzeniem. Blaise obejrzał się za dziewczyną i znów nachylił się do kolegów. -Niezła jest. -mruknął uśmiechając się szeroko. Teodor przewrócił oczami i usiadł prosto. Malfoy zrobił to samo z poważnym wyrazem twarzy. Nie pomyślał o tym, że mogą umieścić ją w Hogwarcie. Bo właściwie po co?
Ana szła z dumnie uniesioną głową. Czuła na sobie ciężar spojrzeń większości zebranych i słyszała szepty. Skupiła się jednak na tym aby dotrzeć do stołka i tiary. Zatrzymała się u podnóża schodów i uniosła głowę. Spotkała spojrzenie dyrektora szkoły, który uśmiechał się ciepło.
-Witamy w szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! -zawołał radośnie tym samym uciszając szepty. -Nazywam się Albus Dumbledore i sprawuję tu funkcję dyrektora.-przedstawił się. Dziewczyna skinęła mu głową. -Drodzy uczniowie. Myślę, że Tiara Przydziału ma nam coś jeszcze do powiedzenie. -puścił oczko w stronę stołów. Rozległo się kilka śmiechów ale za chwilę umilkły. Ana spojrzała na starą tiarę i zobaczyła jak jej szew się rozpruwa tworząc usta, a wgniecenia formują się w oczy. Nie była to przyjazna twarz, ale dziewczyna poczuła do niej szacunek. Tiara zaczęła swoją pieśń.
Co roku w Hogwarcie,
gdzie czarownic i czarodziejów krocie,
przybywają nowi, by umocnić nasze progi.
Lecz w tym roku, wszyscy rozglądacie się w amoku
gdyż dyrektor stary, ogłosił takie czary:
Nowa zasada życiem szkoły włada
Czarodziej lub Czarownica ukaże dziś swe lica,
Przybywszy jak ćma niezauważona
stoi przede mną dumnie wpatrzona.
Oczy pewność oddają, mocą niekrytą władają
czy wszystkie domy wiedzą,
z jakim skarbem tutaj siedzą?
czy też jadu w oczach szukają,
czarnej mocy ją oddają?
Ja to rozstrzygnąć mogę,
więc czym prędzej bierz mnie na głowę
gdyż mądrość starej tiary nie ma żadnej miary.
Ja przydzielę ci rozsądnie,
po tym co ci siedzi w głowie
gdzie przyjaciół znajdziesz tłumy
a gdzie wrogów myśl cię zgubi.
Więc nie czekaj na słów więcej, bierz mnie w swoje ręce.
W całej Wielkiej Sali rozległy się brawa, a Tiara znieruchomiała. Albus Dumbledore także klaskał, ale po chwili uniósł ręce aby uspokoić uczniów. Gdy zapanowała cisza, dyrektor odszedł od mównicy a do stołka podeszła profesor McGonagall.
-Ana Selwyn. -powiedziała nie ukazując przy tym żadnych emocji. Wskazała dziewczynie stołek a sama podniosła Tiarę obiema dłońmi. Ana przełknęła ślinę ale nie zmieniła wyrazu twarzy. Była ciekawa co się stanie kiedy Tiara znajdzie się na jej głowie.
Usiadła a profesor transmutacji powoli nałożyła jej Tiarę Przydziału. Dziewczyna od razu usłyszałą głos.
-Hmm... -uśmiechnęła się lekko. To niesamowite, pomyślała. -Tyle mocy, tyle mocy. -mówiła dalej Tiara. -Inteligencja i spryt, o tak dużo sprytu. -Ana wciąż się uśmiechała słysząc słowa magicznej czapki. -Łatwość przyswajania wiedzy, odwaga, duma i honorowość. A co to? -głos Tiary stał się cichszy. -W sercu, głęboko głęboko, ciemność i pragnienie udowodnienia? Zemsty..hmm..-Tiara na chwilę zamilkła. Ana zastanawiała się skąd to wszystko wie, jak udało jej się wedrzeć do najdalszych zakamarków jej duszy? -Wszystko jasne. -mruknęła czapka jakby do siebie. -Powiedz mi gdzie chciałabyś się znaleźć? -zadała jej pytanie? Nie mam pojęcia, nie ma żadnej różnicy, pomyślała. -Nie obojętność, ale chęć..Taak.. Slytherin! -ryknęła.
-Dzięki. -mruknęła Selwyn i spokojnie zdjęła Tiarę z głowy. Położyła ją na stołku, a profesor McGonagall ze smutnym uśmiechem wskazała jej stół Slytherinu. Dziewczyna spojrzała w tamtą stronę i dopiero wtedy Ślizgoni zaczęli klaskać.
Zabini wstał z miejsca razem z paroma innymi ślizgonami i zaczęli wydawać z siebie okrzyki radości. Dziewczyna nawet się nie uśmiechnęła tylko podeszła i usiadła przy skraju stołu.
Draco ją obserwował. Jej twarz zdobił wyraz chłodnej obojętności. Ślizgoni , którzy siedzieli obok niej nawiązywali z nią rozmowę. Odpowiadała im uprzejmie i od czasu do czasu uśmiechała się chłodno. Może i pasowała do Slytherinu, ale co do cholery robiła w Hogwarcie?
-Chodź z nami, zaprowadzimy cię do pokoju wspólnego Ślizgonów. -zaproponował Marcus Flint. On i Adrian Pucey prowadzili z Aną rozmowę przez cały czas trwania kolacji. Dziewczyna z nieokazaną wdzięcznością przyjęła ich propozycję. Wstała od stołu i wraz z dwoma przedstawicielami Domu Węża ruszyła w stronę lochów.
-Czemu właściwie przeniosłaś się do Hogwaru dopiero teraz?-spytał Flint kiedy byli już prawie na miejscu. Ana chciała odpowiedzieć, że pewna zaistniała sytuacja ją do tego zmusiła, ale uznała, że dla tego ślizgona to będzie za dużo.
-Tak wyszło. -odrzekła.
-Chciałaś trafić do Slytherinu? -spytał jej drugi przewodnik. Spojrzała na niego przelotnie.
-Było mi obojętne do którego trafię domu. -powiedziała. Pucey spojrzał na nią i ściągnął brwi. -Myślę jednak, że lepiej nie mogłam trafić. -dodała nawiązując w myślach do swoich rodziców.
-No raczej! -zawołał Flint i zarechotał. Ana skrzywiła się. Od mniej więcej momentu kiedy odezwał się do niej przy kolacji wiedziała, że nie jest zbyt mądry.
-W Domu Węża mamy taką zasadę, żeby witać nowych jeszcze raz w pokoju wspólnym. Wpadniesz? -czy jej się zdawało, czy ten chłopak zaprosił ją na imprezę? I przy okazji nazwał ją nową.
-Dziękuję ale nie skorzystam. Zważywszy, że jestem z nich najstarsza, wolę odgrywać rolę nowej w samotności. -odpowiedziała chłodno. Stanęli przed obrazem.
-Salazar. -powiedział Pucey i obraz się otworzył. -Wybacz. -mruknął do Any czerwony na twarzy i przepuścił ją w przejściu.
Rudowłosa znalazła się w pomieszczeniu bez okien, oświetlonym zielonym światłem. Westchnęła. Zaczynamy, pomyślała.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~