wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3 - nothing will never be like before

             Po powrocie do domu Malfoya, zamknęli się w jego pokoju chcąc spokojnie porozmawiać o tym co się dzieje i co będzie się działo w szkole. Żaden z nich nie mówił tego na głos, ale wiedzieli, że nie będzie im lekko. Możliwe, że ten rok będzie najcięższym ze wszystkich spędzonych w Hogwarcie.
Draco analizował w głowie po raz setny wydarzenia sprzed dwóch dni, aż w końcu głos Teodora wyrwał go z zamyślenia.
                 -Jak się czuje twoja matka? -arystokrata ściągnął brwi. Co Notta obchodziła jego matka?
                 -W porządku. Czemu o to pytasz? -wygiął się do tyłu tak, aby widzieć przyjaciela. Jego łóżko zaskrzypiało nieprzyjemnie. Nott wzruszył ramionami.
                 -To musiał być dla niej cios. -Draco patrzył na niego przez chwilę a potem położył się wygodniej na łóżku. Wiedział, że ma rację, ale nie chciał o tym myśleć. Sfera uczuć nigdy nie była dla niego bliska. Kochał matkę, ale na swój sposób. Właściwie na sposób jaki kochali wszyscy Malfoyowie. Niewidoczny.
Temat zaczęty przez Teodora wywołał nieprzyjemną i krępującą ciszę, którą w końcu przerwał Draco.
                   -Zapomniałem wam powiedzieć. Na zebraniu było dwóch nowych śmierciożerców, mąż i żona, podobno przyjaciele Lorda.
                    -I co? -spytał nie bardzo zainteresowany Blaise. Malfoy uśmiechnął się chytrze i spojrzał na niego.
                    -I to, że przyprowadzili ze sobą córeczkę. Akurat w naszym wieku. -dodał niewinnie. Oczy Diabła zaświeciły się.
                    -Ładna chociaż? -Draco udawał, że myśli.
                    -Jeśli lubisz rude. -wzruszył ramionami.
                    -Weasleyowie przeszli na lepszą stronę mocy? No pięknie. Cały świat schodzi na psy. - Zabini zrobił przerażoną minę. Malfoy i Teodor wybuchli śmiechem. Po chwili dołączył do nich Blaise.

                W ciemnym pokoju z jednym tylko oknem panowała cisza, którą nagle rozdarł jęk rozpaczy i bólu. Drobna postać kuliła się w kącie przyciskając ramię do piersi. Włosy miała potargane, twarz zalaną łzami a wargi pokaleczone od wbijających się w nie zębów. Ta postać przeżywała właśnie najgorsze tortury fizyczne i psychiczne.
Jej chude ramiona drżały i spazmatycznie łapała powietrze. W głowie miała chaos, słyszała różne głosy, nie potrafiła ich odróżnić.
Odsunęła ramię od siebie powoli i spojrzała na dłoń. Widziała jak jej palce się trzęsły, schodziła wzrokiem coraz niżej aż w końcu zatrzymała się na przedramieniu. To co tam zobaczyła wywołało kolejną falę bólu. Zakryła usta dłońmi aby nie krzyknąć. Robiła to już któryś raz i zawsze miała nadzieję, że to tylko sen, jej wyobraźnia. Jej ramię zdobił Mroczny Znak.
Jego kontury wciąż były krwawe a cała powierzchnia ręki, na której się znajdował piekła jakby znak wżynał się w ciało. Takiego cierpienia nigdy nie czuła.
On okaleczył jej ciało, a oni jej duszę. Obiecali jej, że nigdy jej do tego nie zmuszą. Nigdy nie zabiorą jej wolności wyboru. Dwa dni temu ją zdradzili, oszpecili, zatruli jej serce. Jednak wciąż nie potrafiła się sprzeciwić. Pragnęła odnaleźć w sobie siłę aby się im postawić ale nie umiała.
Kolejna fala bólu przyszła tak niespodziewanie, że z jej gardła wydarł się przeraźliwy wrzask. Złapała się za głowę i pociągnęła włosy milknąc. Nie chciała, żeby ją słyszeli.Nie chciała dawać im powodu do wątpliwości. Była silna. Przecież ból to nic takiego.
                   -Ana? -usłyszała szept i natychmiast zakryła usta dłonią. Czekała. -To ja.-odezwał się ponownie Casper. -Mogę wejść? -rudowłosa pokręciła głową w milczeniu czując kolejne łzy na policzkach. Jej brat nie naciskał. -Wiem, że cię boli siostrzyczko. Musisz pozwolić temu płynąć, nie myśl o tym, nie myśl o niczym co jest z tym związane. Oddychaj, słyszysz?-mówił rozpaczliwie i z desperacją. Nie mógł znieść myśli, że jego mała siostrzyczka tak cierpi. A ona nie mogła znieść tego, że i mu to narzucili. Mimo to, że jest dorosły, mimo to, że nie raz im mówił, że tego nie chce. Teraz też go bolało, ale znosił to lepiej niż Ana. Przynajmniej fizycznie. -Oddychaj. -powtórzył cicho i zacisnął powieki zsuwając się po drzwiach jej pokoju na ziemię. Jego ramię płonęło żywym ogniem, w jego żyłach płynęła lawa. Skoro on to tak odczuwał to co czuła jego mała, drobna, delikatna siostra?
   
                   Ana zeszła na dół z kufrem i klatką Asgarda. Zostawiła bagaże w holu i skierowała się do jadalni. Przy zastawionym już stole siedzieli jej rodzice.
               -Dzień dobry. -przywitała się krótko i zajęła swoje miejsce. Nalała sobie kawy do szklanki i od razu wypiła pół jej zawartości. Nie spała zeszłej nocy, choć jej zmęczenia nie było widać. Nałożyła sobie na talerz tosta z serem i zaczęła go jeść używając tylko prawej ręki. Gdy już kończyła do jadalni wszedł Casper. On również nie odpoczął tej nocy. Lewą rękę przyciskał do ciała uniemożliwiając jej tym samy ruch. Skinął na rodziców i usiadł naprzeciwko Any. Spojrzeli sobie w oczy i upewnili się, że czują się tak samo strasznie. Ana skończyła jeść tosta i dopiła kawę. Casper również niewiele zjadł. Podczas całego śniadania przy stole panowała cisza.
               -Ano. Ojciec odprowadzi cię na dworzec. Pociąg zabierze cię do nowej szkoły, a tam Severus się już tobą zajmie. -oznajmiła Alcato chłodnym wyniosłym tonem. Dzieci nie odzywały się do nich od dwóch dni.
               -Dobrze. -odpowiedziała dziewczyna obojętnie. Casper dał jej znak głową, więc oboje wstali i opuścili jadalnię. Szli w ciszy dopóki nie dotarli do schodów. Usiedli na nich i wtedy Casper pozwolił emocjom wyjść na wierzch.
                -Nie daj się im. -rozkazał. -Jesteś silna, inteligentna i sprytna. Wszystkich ich tam rozniesiesz. W końcu jesteś moją siostrą. -uśmiechnął się krzywo. Naprawdę wierzył we wszystko co mówił. Obawiał się tylko tego, że nie będzie mógł być przy niej kiedy będzie go potrzebowała.
                -Wszyscy tam już gdzieś pasują. Nie powiesz mi, że zostanę tam dobrze przyjęta. -Ana również próbowała się uśmiechnąć. Casper zamknął jej prawą dłoń w swojej i ścisnął.
                -Czas ruszać. -usłyszeli nagle głos Marcusa. Nie mieli pojęcia, że słuchał ich wymiany zdań.
                -Boję się. -szepnęła Ana do brata łamiącym się głosem. Przysięgam, nie ma nic gorszego niż dźwięk łamiącego się głosu osoby, która jest bliska łez. Casper przyciągnął ją do siebie i nie zważając na ból lewego ramienia mocno przytulił. Ana objęła go z całej siły wiedząc, że minie długi czas zanim znów go zobaczy.
                 -Idę z wami. -oznajmił Casper kiedy Marcus odchrząknął znacząco.
                 -To zbyt niebezpieczne synu.
                 -Skoro to takie niebezpieczne, to dlaczego ją wysyłasz?-warknął starszy z rodzeństwa. Ojciec mu nie odpowiedział. Czuł, że dzieci nie ufają mu już tak samo jak przed spotkaniem z Czarnym Panem. -Równie dobrze ja mogę ją odwieźć.
                 -Nie. Lepiej zostań tu, nie chcę żeby coś ci się stało. -Ana podniosła się ze schodów i poprawiła na sobie sweter. Jeszcze raz spojrzała na brata. -Będę tęsknić. -oboje wykonali ten sam gest. Przyłożyli dwa palce do ust a później do serca.
Nadszedł czas żeby pożegnać dotychczasowe życie i rozpocząć nowe od początku. Z Lordem Voldemortem za plecami.
                
                     Marcus Selwyn odprowadził córkę aż na peron 9 i 3/4. Zatrzymał się przy wejściu do wagonu, gdzie prawie nie było ludzi.
               -Uważaj na siebie Ano. -zamknął ją w ojcowskim uścisku ale na krótko. Zaraz odsunął się i spojrzał jej w oczy. -Musisz wiedzieć kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Nie obdarzaj nikogo zaufaniem zbyt szybko. Myśl, słyszysz? Myśl i zadziw ich wszystkich. -oczy Marcusa wyrażały troskę. Gdyby mógł, nie wysyłałby jej tam. Ale otrzymał zadanie. I jego mała córeczka odgrywa w nim dużą rolę.
                    Dziewczyna szybko znalazła przedział, w którym nikt nie siedział. Umieściła kufer na półce, a klatkę Asgarda postawiła na siedzeniu obok siebie. Otworzyła wieko i kot od razu wychylił głowę. Ana podrapała go za uchem, na co zwierzę zamruczało. Asgard patrzył na nią poważnie. Zawsze tak wyglądał. Jego jaśniutko błękitne oczy były duże i skupione. Mądre.
                    Podróż minęła Anie bez żadnych problemów i zakłóceń. Nikt nie próbował wchodzić do jej przedziału. Ona zaś całą drogę myślała o tym co ma się wydarzyć dzisiejszego wieczoru. Zostanie przydzielona do grupy ludzi, którzy będą jej nienawidzić od chwili gdy tylko usiądzie przy ich stole. Będzie zmuszona poruszać się po szkole, o której nie ma zielonego pojęcia i jak na brodę Merlina ma się tam poczuć dobrze?
Wszystkie te myśli były niczym w porównaniu z uczuciem jakiego doświadczyła gdy pociąg się zatrzymał...

                  Draco odesłał Ślizgonów na korytarz ze swoim bagażem. Coś mu nie grało i musiał to sprawdzić. Zaciągnął roletę na drzwiach przedziału i na oknie i bardzo powoli przeszedł na środek pomieszczenia.
                -Petrificus Totalus! -skierował różdżkę na półki bagażowe. Usłyszał łoskot ale nic nie zobaczył. Domyślił się, że chodzi o pelerynę niewidkę. Kucnął i złapał delikatny, miły w dotyku materiał. Pociągnął za jego róg i zobaczył twarz nikogo innego jak Pottera. Uśmiechnął się chłodno.
                -Co Potter, znudziło ci się przesiadywanie z przygłupim i mądralińską? Wolałbyś siedzieć z nami? -arystokrata pokiwał głową udając, że mu współczuje. Nie trwało to jednak długo. Odkąd drzwi od przedziału nie chciały się zamknąć a walizki się przesunęły, wiedział, że ktoś chce podsłuchać o czym on, Diabeł i Nott będą rozmawiać. A gdy teraz jego podejrzenia co do Pottera się potwierdziły, był jeszcze bardziej zły.
                 -Myślisz, że co mogłeś usłyszeć Potter? -Draco wstał i patrzył z góry na sparaliżowane ciało znienawidzonego Gryfona, który tylko wodził za nim wzrokiem. Miał ochotę dorobić mu kilka blizn na tej sławnej twarzy. Nie wytrzymał i kopnął go w nos z taką siłą, że wydawało mu się że słyszy chrupnięcie. Krew zalała twarz Chłopca Który Przeżył. Widząc to sam Smok czuł ból w nosie. Ale nie mam mowy żeby mu współczuł. -Odechce ci się podsłuchiwania Ślizgonów, bliznowaty. -syknął mu do ucha. Podniósł się, zarzucił na chłopaka niewidkę i odsunął zasłony. -Miłego powrotu do Londynu. -rzucił szyderczo i wyszedł. Wyskoczył z wagonu i dołączył do reszty Ślizgonów czekających na powóz.


~~~~~~~~~~~~~~
w następnym rozdziale zawitamy już do Hogwartu:)

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 2 - anywhere's better than here

            Draco poczuł chłód na piersi i to sprawiło, że otworzył jedno oko. Widział niewyraźnie więc zamrugał i prawie stanęło mu serce.
                -Oszalałeś idioto? -ryknął i zamachnął się ręką. Blaise zaśmiał się i zrobił unik.
                -Wstawaj królewno. -pociągnął kołdrę w swoją stronę ale na to arystokrata nie mógł pozwolić. Złapał drugi koniec materiału i w tym samym czasie kopnął przyjaciela w żebra. Zabini puścił pościel i zgiął się w pół z udawanym grymasem bólu.
                -Ogarnij się kretynie. -rzucił ze śmiechem Malfoy i spojrzał na zegarek. Zauważył Teodora siedzącego w fotelu przy drzwiach i patrzącego na nich z politowaniem.
                -Jest 10, co robicie o tej porze w moim pokoju w ostatni dzień wakacji?
                -Mieliśmy razem wybrać się na Pokątną, pamiętasz? -odezwał się Nott. Malfoy uderzył się dłonią w czoło. Przez wydarzenia sprzed dwóch dni zupełnie o tym zapomniał.
                -Swoją drogą, mógłbyś się pospieszyć. Chcieliśmy uniknąć tłumów. -kontynuował. Co za zrzęda, pomyślał Malfoy.
                 -Dobra, już wstaję, okej Nott? -posłusznie podniósł się z łóżka i podciągnął szare dresowe szorty, które spadły mu z bioder. -Dwadzieścia minut i jestem gotowy. -mruknął znikając za drzwiami łazienki.
Szybko wziął prysznic i włożył ubrania, które wcześniej wziął z garderoby. Przeczesał włosy palcami i wrócił do pokoju. Zabini leżał na jego łóżku i przeglądał czasopismo, Nott zaś nie ruszył się  miejsca.
                  -Mugolskie gazetki są niczego sobie, gdyby jeszcze się ruszały. -Blaise wpatrywał się intensywnie w papier. Nott patrzył na niego jakby robił coś strasznego. Młody arystokrata wzniósł oczy do nieba. Wyrwał przyjacielowi pismo i rzucił nim w kąt. Diabeł spojrzał na niego poważnie.
                  -Nie umiesz się dzielić Smoku. Zero zabawy. -Malfoy wyszczerzył się w złośliwym uśmiechu.
                  -Skończyliście? -Teodor stał już przy drzwiach podczas gdy Smok i Diabeł szturchali się i kłócili. Spojrzeli na niego i natychmiast zaczęli się zachowywać jak skarcone dzieci. Nott przewrócił oczami i opuścił sypialnię. Malfoy i Blaise spojrzeli na siebie zadowoleni, że udało im się zdenerwować wiecznie opanowanego Notta.

                   -Matko. -Malfoy oparł się o framugę drzwi i patrzył na Narcyzę, która siedziała w fotelu i rozmyślała. Na dźwięk głosu syna wróciła do rzeczywistości. -Idziemy z Zabinim i Nottem na Pokątną. Wrócimy po południu. -oznajmił. Narcyza otworzyła usta aby zaprotestować jednak po chwili je zamknęła. Martwiła się o Dracona, to fakt, ale nie mogła mu zabronić żyć tak jak zawsze.
                   -Uważaj na siebie. -powiedziała tylko. Blondyn nie odpowiedział, odwrócił się i wyszedł. Dołączył do kolegów w dużym salonie. Akurat Blaise opowiadał Teodorowi jak w te wakacje zdobył mugolską dziewczynę. Nott patrzył na niego niewzruszony i z wielką ulgą przyjął pojawienie się Smoka.
                   -Dobrze, że już jesteś. Dłużej bym z nim nie wytrzymał.
                   -Ej, Nott! Nie powiesz mi, że to nie było dobre. Było doskonałe! Słuchaj Smoku, na początku wakacji pojechaliśmy do Włoch i..
                   -Drugi raz tego nie zniosę! -warknął Teodor. Blaise zamilkł i spojrzał na tak samo osłupiałego Draco. -Idziemy czy nie? -spytał już bardziej opanowany Nott. Podszedł do wielkiego kominka i wziął ze srebrnej miseczki garść proszku Fiuu. Wszedł do kominka i wypowiedział nazwę ulicy. Kiedy zniknął w zielonych płomieniach, pozostałą dwójka poszła w jego ślady.
                   -Co mu odbiło? -mruknął Diabeł.
                   -Twój beznadziejny podryw tak na niego działa. -dopiekł mu Smok i zanim Zabini zdążył mu odpowiedzieć, zniknął w płomieniach.
    Nott czekał na nich na zewnątrz. Opierał się o płot lodziarni Floriana Fortescue.
                   -Widzisz Teodor, żadnych tłumów, niepotrzebnie się spinałeś. -blondyn uderzył go zaczepnie w ramię.
                   -Mhm, jasne Malfoy. Spójrz za siebie. -Nott junior wskazał brodą coś za plecami arystokraty. Smok i Diabeł odwrócili się i opadły im szczęki. Wszędzie było pełno ludzi. Przepychali się, krzątali. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie roiło się od czarodziejów i czarownic.
                   -Mamy przejebane -stwierdził Blaise.
                   -Trzeba było dłużej spać blondynko. -Nott przecisnął się między nimi i ruszył w tłum. Zabini jęknął z rezygnacją a Malfoy wypuszczając ciężko powietrze ruszył za Teodorem.
    Trzej ślizgoni zajrzeli do Madame Malkin aby odebrać wcześniej zamówione szaty, weszli do Esów i Floresów po potrzebne w tym roku książki i już po chwili byli obładowani torbami i paczkami.
                    -Te książki zaraz urwą mi ręce. -jęknął Blaise.
                    -Nie mów Diable, że nagle tak osłabłeś. Nie widzę dla ciebie miejsca w drużynie w tym roku. -dogryzł mu Nott.
                     -Spieprzaj Nott, żebyś się nie zdziwił. Idziemy do Markowego sprzętu, muszę kupić krem do polerowania miotły.
                      -Muszę wam coś powiedzieć. - oznajmił nagle Malfoy, który odkąd tylko znaleźli się na Pokątnej bił się z myślami. Powiedzieć im czy nie?,pytał sam siebie. To twoi przyjaciele, możesz powiedzieć im wszystko, jego podświadomość zdecydowała za niego. Słowa Smoka zatrzymały dwóch ślizgonów ale teraz Blaise zaczął iść w stronę sklepu z gadżetami do Quidditcha.
                        -Okej Smoku, to mów i chodź.- zawołał.
                        -Czasem są ważniejsze sprawy niż Quidditch bałwanie! -krzyknął Nott. Widział, że z przyjacielem dzieje się coś dziwnego i coś go męczy.
                         -Dzięki. -Malfoy kiwnął głową na kolegę. Blaise wrócił do nich powolnym krokiem i z bardzo rozgniewaną miną.
                         -Lepiej żeby to było coś dobrego Malfoy. -warknął.
                         -Nie tutaj. Za dużo tu ludzi. -arystokrata nie chciał żeby ktokolwiek nieodpowiedni o tym usłyszał. Musieli iść gdzieś, gdzie byliby niezauważeni. Od razu wpadł mu do głowy Nokturn. Podzielił się tym pomysłem z kolegami i ruszyli w stronę Śmiertelnego Nokturnu.
Po drodze wstąpili jeszcze do sklepu z kotłami i wysłali przez sieć Fiuu zakupy do Malfoy Manor. Potem już bez rzadnego zatrzymywania się trafili na Nokturn. Żaden z nich nie spodziewał się, że mogą być śledzeni. W takim tłumie nie powinno być to możliwe, jednak Złotej Trójce się to udało. Ukryci pod peleryną niewidką szli za nimi. Kiedy Ślizgoni się zatrzymali, trójka Gryfonów zrobiła to samo, ale byli za daleko, żeby usłyszeć rozmowę.
                        -Dwa dni temu było spotkanie. -zaczął Smok. Dwaj pozostali domyślili się, że chodzi o spotkanie śmierciożerców. -Wasi rodzice też tam byli. On mówił, że zaprosił mnie tam bo jestem mu potrzebny. Pamiętacie kiedy nam to powiedział i potem..-popatrzył znacząco na przyjaciół. Palce lewej ręki Teodora Notta zacisnęły się w pięść. -Myślałem, że chodzi o to, że to byłoby nasze pierwsze zebranie odkąd, no wiecie. -Nott i Zabini pokiwali głowami. Czuli, że sprawa zrobiła się poważna i ich przyjaciel odegra w niej dużą rolę. -Ale wy się nie pojawiliście, a ja zaczynałem mieć mętlik w głowie. Wtedy On oznajmił, że czas skończyć z Dumbledorem i że już więcej nie pokrzyżuje mu planów. -Diabeł i Nott zdziwili się tylko trochę. Wiedzieli, że to kiedyś nastąpi, ale w tym momencie ręce Malfoya zaczęły się trząść i Ślizgoni zdenerwowali się jeszcze bardziej. -Powiedział, że ja wykonam dla niego zadanie. Że mam znaleźć sposób aby wpuścić ich do Hogwartu. -Oczy Zabiniego i Notta wyszły z orbit.
                         -Dlaczego ty? Dlaczego nie mógł sam znaleźć sposobu?
                         -Mój ojciec. -odpowiedział po chwili Malfoy z żalem w głosie. -Myślę, że to kara za zawiedzenie Go.
                         -Masz zamiar to zrobić?
                         -A znasz kogoś kto nie wykonał Jego polecenia? -zapytał z gorzkim uśmiechem Draco. I w tym momencie jego przyjaciele poczuli, że to będzie ciężki rok, ale nie zostawią przyjaciela samego. Pomogą mu i jakoś dotrwają do wakacji.
Draco nie powiedział im wszystkiego. Wysłał Notta i Zabiniego na Pokątną mówiąc, że musi coś załatwić dla ojca i ich dogoni. Zignorował komentarze Diabła, że jest zmęczony i chce wracać do domu. Kiedy zniknęli mu z oczu od razu spoważniał. Rozejrzał się jeszcze raz, nie mógł zobaczyć Złotego Trio, więc uznał, że jest sam. Szybko podszedł do Borgina i Burksa i wszedł do środka. Właściciel rozpoznał go od razu.
                        -Czego szuka tu młody pan Malfoy? -zapytał z kwaśnym uśmiechem.
                        -Słyszałem, że poszukujesz kogoś kto posiada veleno a morte*.
                        -I młody Malfoy to ma? -nadal uśmiechał się obrzydliwie.
                        -Tak się składa. -Draco patrzył na niego chłodno i zaciskał szczęki. Właściciel zainteresował się i i skrzyżował ręce na piersi.
                         -Czego chcesz w zamian? -zapytał. Draco rozejrzał się po sklepie jakby myśląc.
                         -Czegoś z klątwą. -oznajmił patrząc na człowieka wzrokiem, który mógłby zabić. Właściciel spojrzał na niego podejrzliwie. Arystokrata się tego spodziewał dlatego podwinął rękaw na lewym ramieniu tak, aby odsłonić kawałek znaku. Czarodziej nie zastanawiał się dłużej. Odwrócił się i wyjął coś z gabloty za pomocą rękawic. Wrócił do Malfoya i położył ową rzecz na czarnym kawałku materiału.
                         -Dotknięcie gołą dłonią może być bardzo szkodliwe w skutkach. -powiedział tylko. Malfoy spojrzał na naszyjnik i wyjął z kieszeni jeansów fiolkę z płynem. Postawił ją na ladzie i zawinął biżuterię w materiał.
                         -Nie było mnie tu. Nic nie widziałeś. -rzucił groźnie i wyszedł na zewnątrz. Kilka minut po nim do sklepu weszła niejaka Hermiona Granger.

    Draco znalazł Notta i Zabiniego przy tej samej lodziarni przy której byli na początku swojej wycieczki. Blaise kończył właśnie swój deser.
                       -Co tak długo? -zapytał z pełnymi ustami. Teodor się skrzywił i popatrzył na Malfoya, któremu prawie zrobiło się przykro, że zostawił przyjaciela samego z Diabłem.
                       -Możemy wracać. -oznajmił. Nott jak na zawołanie poderwał się z miejsca i zaczął szybko iść w stronę sklepu z kotłami. Malfoy nie wytrzymał i roześmiał się, Blaise zawsze doprowadza Notta do szału.
                       -Nie wiem o co mu chodzi. Przecież jestem wymarzonym towarzystwem. -Blaise uśmiechnął się niewinnie. Draco go popchnął i razem zaczęli iść za Teodorem śmiejąc się i dogryzając sobie nawzajem.



*nazwa wymyślona, z włoskiego znaczy dosłownie 'trucizna na śmierć'


~~~~~~~~~~~~

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 1 - Innocence lost

    Drzwi otworzyły się a do sali wkroczył mężczyzna z dumnie uniesioną głową. Ubrany był cały na czarno. Zaraz za nim pojawiła się jego żona, także w czarnym stroju. Biła od nich łuna potęgi i dumy.
            -Panie. -Selwyn skłonił się nisko.
            -Marcus, Alcato, przyjaciele. -Lord wstał od stołu i podszedł do nowo przybyłych. Położył dłoń na ramieniu mężczyzny na co ten wyprostował się. -Tyle lat, tyle lat.
             -To wielkie szczęście Panie móc cię znowu widzieć. -na twarzy Alcato gościł lekki uśmiech. Nie bała się jak inni, była mu oddana i służyła wiernie, nawet po 16 latach nie czuła strachu lecz szacunek.
             -Ja również się cieszę Alcato. -Czarny Pan przelotnie dotknął jej ramienia.
             -Panie, tak jak prosiłeś, są tu dziś z nami. -oznajmił Selwyn zwracając tym samym na siebie uwagę wszystkich, prócz dwóch osób, których myśli były zupełnie gdzie indziej.
Młody arystokrata nadal siedział wyprostowany i ledwo zauważał co się dzieje. Zostało mu powierzone zadanie, które musi wykonać perfekcyjnie, bez żadnych błędów. Nie mogę zawieść ojca, rodziny, jego umysł był skupiony tylko na tym. Jego matka zaś w duszy płakała nad losem swego ukochanego syna. To tylko dziecko, nie mogą mu tego zrobić, nie, Lucjuszu coś ty narobił.
W tym czasie w sali pojawiły się dwie kolejne osoby, co wywołało ogólne poruszenie i zdenerwowanie. Nikt bowiem nie wiedział co to ma znaczyć. Co tu robi mężczyzna, którego nigdy nie widzieli? Dlaczego Lord nazywa go przyjacielem? I dlaczego na zebraniu pojawiły się dzieci, nie licząc młodego Malfoya? 
              -Moi drodzy. -Voldemort odwrócił się do siedzących przy stole.-Poznajcie dzieci Marcusa i Alcato, Anę i Caspera. -Selwyn wraz z małżonką z dumą patrzyli na swoje dzieci. Położyli im dłonie na ramionach. Rodzeństwo wciąż było spięte, po tym jak rodzice powiedzieli im gdzie się wybierają, nie mogli się rozluźnić. Nie do końca tego się spodziewali. Szesnastoletnia, ruda dziewczyna popatrzyła po wszystkich twarzach z, mogłoby się wydawać, chłodną obojętnością. Ale w rzeczywistości się bała, nie mogła im tego pokazać. Jej brat zaś, blondyn o prawie białym odcieniu patrzył na nich odważnie, prawie z pogardą. Wszyscy są niewolnikami, myślał, wszyscy płaszczą się przed Nim, ich strach musi być niewyobrażalny.
Wtedy Draco uniósł głowę. Zobaczył młodego mężczyznę o włosach takich samych jak jego i dziewczynę z płomienno rudą grzywą. Od razu w jego głowie pojawiła się myśl, ty musisz być Weasley.
               -Witamy, witamy. -Ana szybko spojrzała na Lorda, który wyciągał ręce w kierunku jej i Caspera. Dziewczynie wydawało się, że Czarny Pan się uśmiecha. Przeniosła wzrok na swojego brata, on także na nią spojrzał. Widział, że się boi, ale nie mógł nic zrobić. Nie kiedy byli obserwowani przez tyle osób.
Ręce na ich ramionach zacisnęły się mocniej. Oboje spojrzeli na rodziców. Marcus i Alcato promienieli dumą, ich usta były wykrzywione w uśmiechach kierowanych do Lorda. I wtedy dla rodzeństwa stało się jasne co tu robią. Casper poczuł jak zimno wypełnia jego żyły, czuł się zdradzony, zacisnął szczęki i spojrzał twardo na ludzi za stołem, a jednak całą jego uwagę zajmowała jego siostra. Ana zrozumiała to w tym samym momencie co jej brat. Zdradzili ich, nie dotrzymali obietnicy, a teraz są tu by poszerzyć szeregi Lorda Voldemorta. To stało się w ułamku sekundy.
Krtań dziewczyny się zacisnęła, powietrze zgubiło drogę do płuc, przestała oddychać choć tak bardzo się od tego broniła. Zaczęła spazmatycznie łapać powietrze, które i tak uchodziło z niej jak z balonika. Zgięła się w pół opierając się na ramieniu matki. Twarze wszystkich w sali wyrażały zdziwienie i szok. Lord otworzył usta i patrzył na całą tą scenę. Młody Malfoy chciał wstać aby lepiej widzieć ale powstrzymała go ręka ojca.
Casper doskoczył do siostry i objął ją w pasie odsuwając tym samym od matki, do której nagle stracił zaufanie.
           -Ana. -zaczął lecz jego siostra nie zareagowała. -Ana spójrz na mnie. -poprosił cicho, nie chciał aby obcy dla niego ludzie byli świadkami tej sytuacji. Co wtedy pomyślą o jego siostrze? Czerwonowłosa dziewczyna wyprostowała się na tyle by patrzeć bratu w oczy. -Oddychaj. -mówił a ona pokręciła głową. Do umysłu Caspera wkradała się panika ale nie pozwolił jej przejąc kontroli nad jego głosem. -Nic się nie dzieje siostrzyczko. Jestem tu z tobą, tak? Powoli, oddychaj. -umysłem Any rządził chaos, strach i cierpienie jednak starała się posłuchać brata. Starała się odnaleźć płuca i pokierować myślą powietrze tak, aby przyniosło jej ukojenie. Oczy ją piekły od napływających łez.
Małżeństwo Selwynów stało oniemiałe obok Lorda. Co się dzieje z moją córeczką?, pytała w myślach Alcato, Dlaczego teraz?, burzył się Marcus.
Co z tą dziewczyną jest nie tak?, Draco w milczeniu i ze ściągniętymi brwiami przyglądał się dwóm młodym ludziom. A jak ty zareagowałeś kiedy ci powiedzieli?,zapytała jego podświadomość. To sprawiło, że młody arystokrata spoważniał na twarzy. Jego reakcja niczym nie przypominała reakcji tej dziewczyny.
Ana czuła, że jest coraz gorzej. Złapała się za włosy i pociągnęła. Niech to się skończy, błagam, niech się skończy..,łkała w myślach. Ten stan spowodowali jej rodzinie, a teraz stali tak daleko od niej podczas gdy Casper próbował jej pomóc. Jego gniew wziął górę nad rozsądkiem. Posłał rodzicom chłodne spojrzenie i niewerbalnym zaklęciem otworzył drzwi. Prawie wyniósł siostrę z sali i tym samym sposobem co wcześniej otworzył, zamknął drzwi z hukiem.

                 -Panie, wybacz nam tą sytuację. -poprosił od razu po wyjściu dzieci Marcus. Co do cholery sobie myślał Casper?!
                 -Przepraszamy za dzieci. -dodała Alcato. Nie dawała tego po sobie poznać, ale martwiła się o córkę. Nie chciała, żeby coś jej się stało.
                -Czy z Aną jest wszystko w porządku? -zapytał od niechcenia Lord.
                -Jak najbardziej. -zapewnił szybko Selwyn. Nie chciał aby Lord patrzył na nią nieprzychylnie.
                 -Cóż, jestem pewien, że wasze dzieci dołączą do nas jak tylko dojdą do siebie, a teraz siadajcie. -głos Czarnego Pana nie był już tak spokojny. Był zły, że młodzieniec nie okazał mu szacunku i wyszedł trzaskając drzwiami. Po tylu latach, Selwyn zawiódł go po raz pierwszy i jeśli chce przeżyć, lepiej żeby ostatni. Zajął swoje miejsce i złączył dłonie razem. Jego słudzy siedzieli w ciszy, ale wiedział, że to nie potrwa długo. Zaczną zadawać pytania o Selwyna, o dzieci, a on nie miał zamiaru śpieszyć im z wyjaśnieniami. Nie wszystko musieli wiedzieć.
                 -Mój Panie, wybacz moją ciekawość, ale co to za...dzieci? -ostatnie słowo Lucjusz wymówił jakby wypluwał jakąś obelgę. Alcato natychmiast poderwała się ze swojego krzesła.
                 -Nie waż się obrażać moich dzieci, Malfoy. -syknęła. Lucjusz nawet na nią nie spojrzał za to Draco patrzył. Kobieta zmierzyła go wzrokiem od którego mógłby paść trupem dlatego opuścił głowę.
                 -Usiądź Alcato. -upomniał ją Lord. -Jak mówiłem Lucjuszu, te dzieci to potomkowie moich przyjaciół.
                 -Oczywiście Panie, ale co one tu robią? -tym razem Yaxley zabrał głos. Oczy Alcato ciskały pioruny.
                 -Są tu, gdyż tak jak Draco, są mi potrzebni. -Lord spojrzał na młodego arystokratę, który nie ruszył się ani o milimetr i wbijał wzrok w stół. Jestem mu potrzebny, ja, w końcu, myślał. Poczuł delikatną dłoń na swojej, podniósł lekko głowę i spojrzał matce w oczy. Były suche, ale domyślał się, że w środku ona krzyczy. Spróbował się uśmiechnąć, ale słabo mu to wyszło. Musiał jej pokazać, że się nie boi, że nie zawiedzie Lorda ani ojca. Że będzie z niego dumna.
Drzwi ponownie otworzyły się i do pomieszczenia jako pierwszy wszedł Casper. Jego zaciśnięte szczęki wskazywały na to, że jest zagniewany. Po chwili obok niego stanęła opanowana już Ana. Z jej postawy zniknął każdy ślad słabości. Stała wyprostowana i poważna.
                -Lordzie. -odezwał się Casper kłaniając się głową. -Prosimy abyś wybaczył nam nasze zachowanie, jednak nie chciałem aby zebrani tu wielmożni słudzy Pana zepsuli sobie nastrój poprzez oglądanie tej sceny. -przemówił elokwentnie starszy z rodzeństwa. Ana uniosła brodę na dźwięk szmerów rozmów. Nie obawiała się patrzeć w oczy tym ludziom. Nie wiedzieli o niej nic.
               -Ależ nic się nie stało. -Lord zaśmiał się krótko. Ten dźwięk nie przypominał żadnego innego. -Ano, moja droga. -wyciągnął do niej rękę. -Mam nadzieję, że czujesz się lepiej. -Nogi Any mechanicznie zareagowały na nieme polecenie Czarnego Pana. Podeszła do niego i podała mu dłoń. Jego była zimna, sucha, szorstka. Nie taka jak się spodziewała.
               -Dziękuję Panie. -przytaknęła nie patrząc mu w oczy.
               -Oh rozkoszna, nieprawdaż. -zwrócił się do ludzi przed nim. Ana nie wiedziała czy to ironia w jego głosie czy tylko to sobie wyobraziła. Draco zastanawiał się nad tym samym.
               -Casperze, Ano, siadajcie proszę. -puścił jej dłoń. Rodzeństwo zajęło miejsca po obu stronach rodziców. Dlatego Draco miał szansę lepiej przyjrzeć się chłopakowi. Nadal zaciskał szczęki. Casper wyczuł na sobie obcy wzrok i spojrzał przed siebie. Spotkali się wzrokiem.
Szare oczy przeciw błękitnym. Tą niemą walkę przerwał Voldemort.
                -Przed waszym przybyciem rozmawialiśmy o zadaniu jakie dostał ode mnie Draco. -oznajmił Lord na co Lucjusz wypiął dumnie pierś i popatrzył na Selwynów z góry. Marcus z opanowaniem zignorował go. -Jednak prosiłem was abyście przybyli z dziećmi nie z byle powodu. Casperze, pamiętam cię jeszcze z czasów przed moim zniknięciem. Miałeś wtedy 3 lata i już wykazywałeś ogromne zdolności. -wszyscy zebrani wiedzieli, że to nie sentymenty skłoniły Lorda do wypowiedzenia tych słów. -Wiem, że chciałeś zostać aurorem..
                -Nie chciałem Panie, nadal chcę. -przerwał mu blondyn. Lord poczuł konsternację, ten chłopak znów go zaskoczył.
               -Ah tak, fantastycznie. Jestem ucieszony, że mam przy sobie kogoś tak odważnego. -Casper nie odpowiedział tylko ponownie zacisnął szczęki i opuścił głowę. -A ty, Ano. Jesteś w wieku Dracona, prawda? -dziewczyna podniosła głowę. Domyśliła się, że imię to należy do młodego chłopaka, który jej się przyglądał. Odwróciła wzrok na Lorda.
              -Myślę, że tak, mój Panie.
              -Doprawdy, fascynujące. No cóż, idźcie. Severusie, ty zostań. -rozkazał Lord. Wszyscy zgodnie poderwali się z krzeseł i zaczęli opuszczać salę.

Severus czekał aż Czarny Pan zjawi się aby z nim porozmawiać. Schował ręce za plecami i myślał nad tym co się dziś wydarzyło. Pamiętał Selwynów, Marcus był jego dobrym przyjacielem, a potem dostał zadanie od Lorda, którego nie mógł odmówić. I zjawia się teraz, po 16 latach. Severus mimowolnie się uśmiechnął. Cieszył się, że chociaż jemu się ułożyło.
               -Panie. -odwrócił się i skłonił głowę. -Co za sprawę masz do mnie?
               -Chcę żebyś miał oko na sytuację w Hogwarcie w tym roku. Informuj mnie na bieżąco. Czy wszystko gotowe?
               -Oczywiście. Sam wszystkiego dopilnowałem. Nie ma szans żeby coś poszło nie po naszej myśli.
               -Doskonale. Teraz odejdź.



~~~~~~~~~~~~~~~~

czwartek, 2 kwietnia 2015

Prolog

             W Riddle Manor, posiadłości o której lokalizacji nikt nieodpowiedni nie powinien wiedzieć, rozpoczęło się spotkanie. Wszyscy zebrani siedzieli przy długim stole z czarnego marmuru i patrzyli na swojego Pana. Tylko jeden z obecnych był zaabsorbowany czym innym. W tym miejscu był tylko raz, i to nie pozwolono mu wiele zobaczyć. Teraz, został wezwany wraz z ojcem i matką na zebranie, odprawę, czy też spotkanie spoufalonych ze sobą ludzi.
Rozglądał się po sali,w której się znajdowali. Nie żeby wystrój go zadziwił. Wszystko było czarne,marmurowe, emanowało trwałością i mocą. Ściany, podłoga, kominek, w którym teraz płonął szmaragdowy ogień, stół i w końcu tron, na którym siedział On. Był tak blisko. Nie wiedział czemu,ale zamiast dumy czuł strach. Skoro go tu zaproszono, nawet jeśli stał się najmłodszym z nich, musiał być jakiś haczyk.
          -Synu. - długie palce zacisnęły się na jego przedramieniu jak kleszcze. -Nie rozglądaj się tak. Jesteś tu bo Czarny Pan tego chciał, nie zawiedź mnie. -wysyczał mu do ucha ojciec. Skrzywił się i wyrwał rękę z jego dłoni. Czuł wstyd, za swojego ojca. Po tym jak stracił łaski u Lorda, płaszczył się na każdym kroku. Był w stanie poświęcić wszystko, aby odzyskać jego zaufanie. Jednak spełnił polecenie i wyprostował się na zimnym, twardym krześle.
           -Moi drodzy. -rozległ się w końcu cichy, spokojny głos. Wszystkie głowy pochyliły się na znak szacunku.
            -Panie. -szepnęła gorączkowo Bellatrix. Lord uciszył ją skinieniem ręki.
           -Zaprosiłem was tu, ponieważ czeka nas ważne zadanie. A właściwie liczę, że jedno z was je dla mnie wykona. -rozejrzał się po zebranych śmierciożercach.
            -Panie, ja, pozwól mi, ja..
            -Bellatrix. -uciszył ją po raz drugi. -Czy zechcesz pozwolić mi skończyć?
            -Oczywiście. -skuliła się na krześle i wpatrzyła w stół przed nią. Severus ledwo widocznie uniósł kącik ust w ironicznym uśmiechu.
            -Już czas aby powstrzymać Dumbledore'a przed niweczeniem moich planów. Skończyć z tym dobrotliwym staruszkiem raz na zawsze. -głos mu się delikatnie uniósł pod wpływem emocji lecz opanował się już po chwili. Wiadomość ta wywołała ogólne poruszenie i szaleńczy śmiech Bellatrix. -Dlatego, wybrałem jedno z was moi wierni przyjaciele, aby to zrobił. Lucjuszu. -nie czekając przeszedł do sedna sprawy. -Twój syn, został wybrany aby służyć mi wiernie w Hogwarcie. - arystokrata zesztywniał lecz już po chwili schylił głowę.
             -Panie, to zaprawdę wielki zaszczyt dla nas. -wymamrotał poddańczo. Czarny Pan nie wydawał się być zadowolony.
             -Draco? -spytał pochylając się lekko w stronę chłopaka. Młody Malfoy siedział sztywno w krześle i zaciskał palce na poręczy krzesła. To nie dzieje się naprawdę, nie może..., powtarzał w myślach. Przełknął ślinę i spojrzał na matkę. W jej oczach i na twarzy widział przerażenie. -Draco, czekamy na twoją odpowiedź. -przypomniał się Lord spokojnie. Chłopak wiedział, że nie ma dwóch odpowiedzi, nie ma tak albo nie.
             -Panie, to tylko chłopiec..-zaczęła Narcyza.
             -Jest dorosły. -uciął Lucjusz i podniósł głowę. -Wybacz Panie, Draco jest w szoku, to dla niego zaszczyt i na pewno cię nie zawiedzie.
             -Jestem pewien Lucjuszu. -Lord spojrzał śmierciożercy w oczy ze spokojnym uśmiechem,jednak w jego oczach kryła się groźba i ostrzeżenie dlatego Lucjusz Malfoy opuścił głowę. -Mam nadzieję, że nie muszę wam powtarzać o zatrzymaniu tych informacji dla siebie. -zwrócił się Lord do wszystkich obecnych.
              -Panie, czyżbyś nie ufał swoim najbardziej oddanym sługom?-Yaxley poczuł się lekko urażony słowami Lorda. Od wielu lat służył mu wiernie, niczego nie kwestionował. Czuł, że należy mu się coś więcej niż nieufność Lorda.
              -Zaufanie to poważna sprawa Yaxley. -głos Czarnego Pana jak zwykle był spokojny i opanowany. -Jednak muszę przyznać, że dzięki swojemu oddaniu przez te wszystkie lata, zasłużyłeś na nie. -śmierciożerca uniósł kąciki ust i spojrzał na Lestrange, która tylko zmrużyła oczy. -A teraz, poznajcie nowych śmierciożerców i moich dawnych przyjaciół, Marcus i Alcato Selwynowie*. -Lord zmienił temat jak gdyby nigdy nic i wskazał otwartą dłonią na drzwi,które natychmiast się otworzyły.



*imiona wymyślone, Selwyn jest śmierciożercą, który pojawia się epizodycznie w VII tomie
~~~~~~~~~~~~~
prolog jak prolog, trochę nie wiadomo co, ale dalsza akcja będzie(mam nadzieję) ciekawsza :) wszystko będzie się działo na szóstym roku w Hogwarcie, chyba można się domyślić czyja będzie perspektywa.
jeśli przeczytałaś/łeś prolog, proszę zostaw komentarz,hej:)

Bohaterowie

Draco Malfoy oraz jego koledzy ze Slytherinu



 Lord Voldemort




  Śmierciożercy




 Marcus Selwyn



 Alcato Selwyn


Casper Selwyn


Ana Selwyn